Agadir – plaża i owoce morza
Wednesday, November 18th, 2009Wracając do Agadiru, nie znajdzie się tutaj klimatycznej mediny ani souk’u. Nie jest to typowe marokańskie miasto, więc nie należy po wizycie w tym mieście sądzić całego kraju. Agadir jest tak inny ponieważ w 1960 roku miasto zostało zniszczone przez potężne trzęsienie ziemi. Dlatego to miasto to właściwie plaża i hotele. Plaża jest publiczna, tylko niektóre hotele mają wydzielone części plaży odgrodzone dla prywatnych parasoli ale najczęściej hotele mają ogrody przy basenie gdzie można poleżeć na hotelowych leżakach. Ponieważ Maroko jest „zimnym krajem o gorącym słońcu” w październiku leżenie na plaży przypomina leżenie nad Bałtykiem
jest przyjemnie chłodno a czasami nawet zimno ale jak się wróci po godzinie do hotelu okazuje się że ma się poparzoną skórę. Dlatego trzeba bardzo uważać na słońce bo to w końcu Afryka tylko wiatr od oceanu i góry które zatrzymują ciepłe powietrze znad Sahary, co sprawia że jest zwodniczo chłodno ale nawet spacer po mieście może skończyć się poparzonymi ramionami więc trzeba uważać.
W Agadirze można zobaczyć:
- Valée des oiseaux (Birds park & valley ) – mini zoo, które jest atrakcją głównie dla Marokańskich rodzin z dziećmi ale będąc w Agadirze można zobaczyć (zwłaszcza że wstęp jest bezpłatny). Bez rewelacji – wygląda jakby czas świetności miało już za sobą jakieś 10 lat temu.
- Mini pociąg, który jeździ przez całą turystyczną część Agadiru. Warto się przejechać bo koszt jest niewielki (18dh), zajmuje to około 40 minut i daje ogólne pojęcie gdzie co jest. Zauważyliśmy też że dla ludzi mieszkających w niektórych hotelach taniej jest dostać się do miasta tą mini ciuchcią niż taksówka
- Sklep Uniprix – sklep ze stałymi cenami. Można w nim kupić praktycznie wszystko, głównie koszulki z podrobionymi logo wielkich domów mody
W środku ogromne ilości turystów i dość drogo.
- Sklep Marjane – na obrzeżach miasta więc trzeba jechać taksówką. Podobno koszt to około 20-25dh ale sami nie wybraliśmy się ale byliśmy w sklepie tej sieci w Fezie i byliśmy bardzo zadowoleni z zakupów
- Kazba Agadir – góra z napisem po arabsku „Bóg, Ojczyzna, Król” – widoczna z całej plaży, landmark miasta, zdjęcie tego napisu znajduje się na każdej widokówce
na górę można tez wjechać albo wejść jeśli ktoś lubi. W nocy napis jest podświetlany
- Meczet Mohameda V – można go oglądać tylko z zewnątrz
Niestety miasto i promenada (przynajmniej po sezonie, kiedy my je odwiedziliśmy) wieczorami nie tętni życiem, czego się spodziewaliśmy. Spacery wieczorem wzdłuż plaży po zachodzie słońca nie są zbyt przyjemne. Oczywiście w mieście jest masa knajp, barów i klubów. My polecamy spróbowanie jedzenia w knajpkach ale zawsze warto dłużej poszukać miejsca trochę oddalonego od promenady, gdzie jedzą miejscowi. W typowo turystycznych knajpach jest zawsze kilka razy drożej. Cale szczęście dla strapionych żołądków są dwa McDonald’s
Trochę o Maroku…
Saturday, November 7th, 2009Maroko
Ogólne info:
- do Maroka obywatele Polscy nie potrzebują wiz
- nie ma obowiązkowych szczepień
- waluta (dirhamy) jest niewymienialna poza Marokiem i nie wolno jej wywozić z kraju – na lotnisku jest punkt wymiany ale najlepiej wydać lub wymienić pieniądze z wyprzedzeniem
- łatwo o problemy żołądkowe, na które najlepiej w tym kraju zaopatrzyć się w aptece w kumin
- najłatwiej dogadać się po francusku ale nie ma też problemu żeby porozumiewać się wszędzie po angielsku
- Maroko słynie ze swojej kuchni, która jest mieszanką arabskiej, francuskiej, berberyjskiej, hiszpańskiej, portugalskiej i wielu innych – bardzo polecamy <mniam>
Jedzenie:
Najważniejszym posiłkiem w kuchni marokańskiej jest kolacja. Śniadania są lekkie i typowo francuskie – pieczywo, miód, oliwa a do tego herbata miętowa (tradycyjny napój marokański). Około południa Marokańczycy jedzą drugi posiłek – coś na kształt naszego lunchu. Na podwieczorek zjadają coś słodkiego a po zachodzie słońca koniecznie z rodziną zjadają najważniejszy posiłek. Podczas kolacji musi być przyjemna atmosfera, rozmawia się tylko o błahych sprawach i je się bez pośpiechu. Siedzi się bez obuwia na dywanie, nie ma talerzy ani sztućców. Miska jest jedna dla wszyskich i nabiera się z niej jedzenia chlebem.
Najbardziej popularne dania:
- tażin (tajine) – nazwa pochodzi od tradycyjnego glinianego marokańskiego naczynia, w którym przygotowuje i podaje się to danie. W skład tażinu może wchodzić mięso – najczęściej jest to drób, baranina, wołowina albo ryba. Oprócz mięsa dodaje się warzywa (ziemniaki, marchewka, zielony groszek, itp.) lub śliwki z sezamem. Najpopularniejszy tajine to kurczak, oliwki i marynowana cytryna.
- kuskus – kasza pszenna czyli kuskus
, warzywa i sos do polania. Często jest to porostu tajine z kuskusem. Kuskus jest tuczący ale podobno dobry dla kobiet w ciąży i karmiących - harira – pożywna zupa, którą w ramadanie je się codziennie (obok mleka, jajek i ciasteczek). Jest to jakby mieszanka pomidorowej i grochówki
A tak na serio to zupa na bazie pomidorów i strączkowych warzyw – ciecierzycy, soczewicy
Pieczywo najlepiej żeby było domowe – dlatego w miastach, gdzie nie ma pieców w domach często można zauważyć kobiety niosące ciasto na wyrobione w domu pieczywo do publicznej piekarni, by je upiec.
Herbata miętowa natomiast jest mieszanką zielonej herbaty i liści mięty, obowiązkowo jest słodzona a czasami dodawane są do niej liście, które przypominają w smaku cytrynę. Taką herbatę robi się w specjalnych czajniczkach. Można ją kupić w każdej kawiarni, stacji benzynowej i hotelu. Jest pyszna ale trzeba zwrócić uwagę czy woda na pewno była przegotowana a nie tylko podgrzana bo wtedy może skończyć się problemami żołądkowymi
Alkohol – nie jest zakazany przez Koran całkowicie – tylko w czasie ramadanu nie wolno go w ogóle spożywać. Nie wolno tylko spożywać go w ilościach ani rodzajach, które mącą umysł.
Przyprawy:
- Ras el hanout – zwana przyprawą złej kucharki – jest to mix przypraw – różny w zależności od sprzedawcy i może zawierać nawet kilkadziesiąt różnych przypraw. Najczęściej znajduje się w nim kardamon, kumin, papryka, cynamon. My zakupiliśmy i polecamy – świetny nawet do kanapek
- Kumin – tak bardzo intensywna przyprawa, że wraz z nią nie używa się już innych przypraw. Świetne lekarstwo na żołądek – 4 łyżki kuminu zmieszane z wodą mineralną. Na prawdę działa – sprawdzone na własnych żołądkach
- Harrisa – pasta albo proszek – bardzo ostre chilli. Łagodzi się ja cytryną. Można z niej zrobić ostrą pastę po dodaniu oliwy i czosnku
- Czarnuszka – leczy zatoki, katar i kaca
Ciekawostki:
- ksar – ufortyfikowana wioska / osada, najczęściej w górach, posiadały 1 wejście, które na noc było zamykane by chronić przed napadami rabunkowymi, otoczony murem albo z wieżami obronnymi
- kazba – pojedynczy ufortyfikowany dom z 1 wejściem, czasami jest elementem ksary
- wielbłądy – w garbie mają tłuszcz a nie wodę, 3 powieki – do odgarniania piasku, może wypić na raz 130 litrów wody, przy burzy piaskowej zamykają się im nozdrza i mogą pracować w ujemnych temperaturach
Miasta
1. Essaouira:
Miasto portowe, z portem połowowym, dzięki czemu na ulicy można zakupić świeżo złowione ryby. Medina, która znajduje się na liście światowego dziedzictwa UNESCO, jest inna od tradycyjnych marokańskich medin w innych miastach, ponieważ była zaprojektowana przez Europejczyka.
Niedaleko portu znajduje się tak zwane „nouvelle ville” – turystyczna plaża z promenada, wzdłuż której znajdują się nowoczesne hotele. Dla osób szukających pobytowego wypoczynku to alternatywa dla Agadiru. Idealne miasto na spokojny wypoczynek w miejscu, które jest komercyjne, ale nie kiczowo-turystyczne.
Essaouira jest również miastem artystów. Słynie z festiwalu muzyki Gnaoua (mieszanki arabsko-afrykańsko-berberyjskiego stylu trance), który odbywa się tu w czerwcu. Miasto odwiedził kiedyś nawet Jimmi Hendrix.
Warto nabyć chociaż drobne wyroby z drzewa tui, z których slynie to miasto
2. Safi
Miasto słynące z ceramiki, którą jednak podobno bardziej warto zobaczyć niż kupować, bo nie jest bardzo trwała.
Przyjechaliśmy za późno żeby obejrzeć jak się ją wytwarza, więc skończylo się na szybkim spacerze
3. Casablanca
Niestety miasto nie ma nic wspólnego z filmem o tym tytule, który nawet nie był tu kręcony (w całości nakręcono go w USA – wszystkie sceny oprócz scen na lotnisku były nagrane w studio – a lotnisko w pobliżu Los Angeles). Poza tym miejscowi nawet nie próbują wykorzystywać sukcesu filmu do zarabiania, np. sprzedając pamiątki związane z filmem.
Chyba właśnie dlatego, że przyjeżdża się tu oczekując romantycznego, klimatycznego miasta, tak wielkie jest rozczarowanie gdy się tu dociera.
Miasto nie ma klimatu, jest brudne i nieciekawe mimo że to największe miasto i największy port Maroka.
Właściwie jedynym zabytkiem wartym odwiedzenia jest meczet Hassana II, który tutaj podawany jest za 3 na świecie pod względem wielkości, jednak według naszej wiedzy jest co najwyżej czwarty. Meczet położony jest nad samym oceanem, przez co pięknie prezentuje się z oddali. Środek jest zlepkiem darów różnych regionów, które dokładały swoich cegiełek do budowy – jakaś brama z brązu, druga z tytanu, kawałek ściany kuty w jednym stylu, kawałek zlepiany w innym. Ciekawostką jest rozsuwany dach i częściowo przeszklona podłoga, ale wszystko wykonane bardzo po marokańsku – czyli delikatnie mówiąc – bez dbałości o szczegóły wykonania.
Jest to jedyny meczet w Maroku, do którego wstęp mają niewierni.
Na szczycie minaretu jest zamontowany laser, którego wiązka w nocy jest widoczna podobno na odległość 30 km..jak dla nas to niestety rodzi skojarzenia raczej z wiejską dyskoteką.
Spacer po mieście też nie był zbyt zachwycający – zobaczyliśmy niszczejący plac Narodów Zjednoczonych i bulwar Mohammeda V. Wizytę w Casablance zakończyliśmy najfajniejszą atrakcją dnia – wizytą w McDonaldzie
Tajine w formie fast fooda – pyyycha
4. Rabat
Stolica i drugie największe miasto w Maroku.
Medynę otaczają 14 wieczne rzymskie mury z bramami i dziurami, które pozostały po zdjęciu rusztowań i służą do wietrzenia miasta.
W mieście znajduję się jeden z pałaców króla i pilnie strzeżona ulica królewska, którą się do niego dojeżdża. My mieliśmy szczęście, że nie było żadnych uroczystości i mogliśmy podjechać pod sam pałac.
Jedną z atrakcji turystycznych jest mauzoleum Muhammada V z nieukończona wieżą Hassana. Niestety ponieważ odbywały się tam jakieś uroczystości nie mogliśmy zwiedzać mauzoleum od wewnątrz, ale ku naszej radości zwiedziliśmy coś dla nas znacznie ciekawszego – przepiękną medinę z białymi domkami i małymi uliczkami, które prowadziły do cudownego widoku i zejścia nad ocean.
5. Volubilis
Kompleks ruin wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Podobno to bardzo dobrze zachowane ruiny rzymskiego miasta. Dla nas nudy ale zależy co kto lubi. Jedyna zabawna atrakcja to płaskorzeźba męskiego przyrodzenia. Rozbawia każdą grupę zwiedzających.
6. Meknes
Miastko otoczone jest 3 rzędami murów obronnych (w sumie około 25 km muru i 20 bram). Kolejna medyna z listy dziedzictwa UNESCO
Miasto słynie z haftów, wyrobów metalowych. Budowany jest tu największy hipodrom. Zwiedzaliśmy mauzoleum Mulaja Ismaila, lochy, plac i souk.
7. Fez
Zwiedzanie zaczęliśmy od bramy z brązu, która wyglądała jak ze złota. Po krótkim spacerze podjechaliśmy na cytadelę południową zobaczyć panoramę miasta z widokiem na medinę. Taka sama cytadela jest pi północnej stronie miasta. Medina Fezka również znajduje się na liście dziedzictwa UNESCO. Fez słynie z ceramiki – znacznie trwalszej niż z Safi, tkactwa i garbarni skóry. Na koniec dnia odwiedziliśmy supermarket Marjane, w którym ceny są stałe i wyglada zupełnie jak nasz real. Odrobina przyjemnej komercji – wiadomo zależy co kto lubi.
8. Ifrane
Miasteczko nietypowe dla Maroka ani gór atlasu. Wyglądem przypomina europejskie alpejskie miasteczka, przez to nazywany małą Szwajcarią. W tym kurorcie narciarskim trenują marokańscy sportowcy oraz mieści się uniwersytet amerykańsko marokański.
9. Dolina Ouriki
Oddalone kilkadziesiąt kilometrów od Marakeszu miejsce wypoczynku nie tylko turystów z Europy (Francuzi i Belgowie polują tu na dziki) ale także popularne miejsce weekendowych wypadów Marokańczyków z Marrakeszu. Ponieważ góry zatrzymują ciepłe wiatry znad Sahary a rzeka Ourika nawadnia pola, dolina ta jest wiecznie zielona (nawet zimą). W dolinie nie ma skrajnych temperatur. Mieszkańcy utrzymują się głównie z rolnictwa (uprawiają egzotyczne owoce: awokado, granaty, pigwy, warzywa: kukurydza i zboża) a drugim źródłem – turystyka. Po drodze spotkaliśmy się z najbardziej zmotywowanymi sprzedawcami na świecie – sprzedawcy biżuterii i pamiątek jeździli za nami na skuterkach zatrzymując się z nami na każdym postoju widokowym, żeby sprzedać nam coś – oczywiście im dalej tym ceny były niższe. Po drodze mijaliśmy wywieszone przy drogach dywany robione przez kobiety w domach. Ich ceny nie są wysokie za hand made.
10. Marakesz
Najpiękniejsze i najbardziej klimatyczne miasto Maroka. Słynie z ogrodów. Zwiedzanie zaczęliśmy od ogrodów Majorelle, które słyną z niebieskich akcentów pomalowanych przez ojca założyciela i artystę na specyficzny odcień niebieskiego. Ogrody są prywatne ale otwarte do zwiedzania. W 1980 Yves Saint-Laurent kupił ogród a po jego śmierci właścicielem jest jego partner – Pierre Berge. W ogrodzie znajduje się jego memoriał i podobno tutaj rozsypano jego prochy.
Kolejnym punktem programu były groby Saadytów – ale popatrzyliśmy na półgodzinne kolejki po to żeby zobaczyć kilka kafelków w ziemi i odpuściliśmy.
Później zwiedziliśmy pałac Bahia , w którym panował bardzo przyjemny chłód w przeciwieństwie do ulic na zewnątrz. W pałacu nie ma mebli ale można wyobrazić sobie jak mieszkał wezyr ze swoimi żonami, konkubinami i utrzymankami.
Przy zwiedzaniu i poruszaniu się po Marakeszu trzeba bardzo uważać, ponieważ architektonicznie miasto jest dość zwodnicze. Nie ma wysokich punktów odniesienia – żaden budynek nie może być wyższy od minaretu Koutoubia, który ma zaledwie 70m. A do tego wszystkie budynki są tego samego czerwonawego koloru. Dlatego najlepiej zapamiętywać raczej takie land marki jak sklepy niż wygląd budynków. Wracając do meczetu Koutoubia – niewierni mogą go podziwiać tylko z zewnątrz. W pobliżu meczetu znajduje się serce miasta – plac Djemaa El Fna, otoczony uliczkami, na których znajduje się souk oraz liczne małe sklepiki i manufaktury. My odwiedziliśmy tradycyjną berberyjską aptekę, gdzie zakupiliśmy olej arganowy oraz liczne przyprawy – czarnuszke, kumin, el hanout..
Sam plac Djemaa El Fna zrobił na nas ogromne wrażenie. Za dnia był placem targowym z charakterystycznymi stoiskami z sokiem z marokańskich pomarańczy. Natomiast po zmroku zmienił się w zaludnione miejsce spotkań z opowiadaczami baśni, zaklinaczami węży i pysznym jedzeniem, którego opary unosiły się nad straganami. Nie odważyliśmy się spróbować kozich łbów ani jąder byka ale zjedliśmy miseczkę ślimaków i owoce morza. Jedzenie było niedrogie i naprawdę pyszne a miejsce kosmopolityczne i zupełnie inne od wszystkiego czego się tam spodziewaliśmy.
11. Agadir
Miasto typowo turystyczne. Jak dla nas raczej bez klimatu, no może poza portem rybnym. Sam Agadir to głównie dzielnica hotelowa z plażą i samymi hotelami i knajpami dla turystów, w których ceny są kilkukrotnie zawyżone. Wbrew pozorom miasto jest duże – bo liczy 700 tyś mieszkańców. Udało nam się jednak znaleźć małą knajpkę serwującą marokański Fast food, do której przychodzili sami miejscowi.
Póki co tyle. Będzie więcej o Agadirze i będą fotki.
Będzie coś do poczytania ;-)
Tuesday, September 15th, 2009W końcu będziecie mieli co poczytać
W ramach kryzysu – jutro wylatujemy do Maroka. Odwiedzimy Marrakesz, Casablanka, Rabat …
Będzie tekst, będą fotki, będziecie zadowoleni
Zapraszamy w październiku.
Not again :(
Thursday, August 13th, 2009I znowu był atak na serwer. Wycięło nam wszystko. Odzyskujemy funkcjonalność strony. Póki co działa tylko blog.
Generalnie zaktualizujcie oprogramowanie antywirusowe i przeskanujcie kompy. Od kilku dni po świecie lata jakiś wirus.
To co zaatakowało naszą stronę nie jest groźne dla Was, tylko wykorzystało “dziurę” w WordPress i sobie poszalało.
Dzisiaj wieczorem wszystko powinno wrócić do normy.





























































































